Podróż za 2 uśmiechy

Zatrzymaj czas w Slow Cafe

Zatrzymaj czas w Slow Cafe


„Ja jestem pan Tik-Tak, ten zegar to mój znak…” nuci ostatnio nader często moja 2,5 - letnia córeczka. Od kiedy moje starsze córy powędrowały do przedszkola, potem do szkoły czas zaczął pędzić nieubłagalnie szybko. Wiele razy nachodzi mnie taka refleksja, aby go tak na trochę zatrzymać albo choć spowolnić.  Tak pstryknąć palcami i już. Tylko jak to zrobić, kiedy wciąż i wciąż tyle spraw, spraweczek  na głowie i za chwilę już kolejna środa czy kolejny piątek i piątek? Udaje mi się czasem go trochę oszukać, gdy zorganizuję weekendowe spotkanie rodzinne albo gdy zasiądę razem z mężem i dziećmi do tworzenia świątecznych kartek czy innych prac, albo gdy pójdziemy na spacer czy zwyczajnie pogramy w planszówki. Daję  mu też pstryczka w nos, gdy większa część naszej piątki wyfruwa o poranku do pracy i szkoły i nagle ja i moja najmłodsza Smerfetka bawiąc się stajemy się uczestnikami filmu puszczanego w zwolnionym tempie. Ale wiecie co? Jest takie miejsce, które gdy zawsze odwiedzam, to mam poczucie, że czas się tak jakby zatrzymuje, a już z pewnością płynie zdecydowanie wolniej. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Może dlatego, że to gdzieś na peryferiach wielkomiejskiego zgiełku, w jakiejś innej czasoprzestrzeni, a może dlatego, że panuje tam taki błogi, rodzinny nastrój, a może dlatego, że niezwykle ładnie pachnie tam kawą i choć ja ani kawy, ani jej woni nie lubię to tam ona mi zupełnie nie przeszkadza. Myślę jednak, że to nie o to chodzi. Zawsze mówię, że dobre, ciekawe miejsca tworzą nie kolory ścian czy ogólny wystrój wnętrza, ale przede wszystkim ludzie.


Poznajcie więc Dorotę, właścicielkę kawiarni Slow Cafe, kobietę ujmującą serdecznym uśmiechem, emanującą spokojem, ciepłem i delikatnością, która odważnie porwała się z motyką na słońce i stworzyła jedno z najbardziej rodzinnych i rozpoznawalnych miejsc na mapie gdyńskich atrakcji.
Torunianka z pochodzenia, gdynianka od siedmiu lat (szczęśliwa siódemka!), Mama trójki wspaniałych dzieci. Z wykształcenia specjalista od zarządzania, z pasji „kreator cudownego życia rodzinnego tak własnego jak i innych”. Wiele lat w pędzie i na walizkach. Teraz wydaje się, że „osiadła” na dobre. Na pytanie co zainspirowało ją do stworzenia takiego miejsca odpowiada:
- Dzieci i …inne miasta. Mieszkałam w Toruniu, Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu. Na świat przychodziły moje dzieci. Jako młoda Mama obserwowałam tamtejszych rodziców, ich zwyczaje. Szczególnie w Warszawie zauważyłam, że tam nikt nie spędza wolnego czasu w domu. Mamy spotykają się na wspólnych pogadankach, warsztatach, zabawach z dzieckiem, ale mają też ku temu wiele możliwości. Osiedla mają swoje kluby, kawiarnie i inne miejsca spotkań. Mamy nie czują się odosobnione. Gdy przyjechałam do Gdyni i wpadłam na pomysł stworzenia rodzinnej kawiarni na gdyńskim osiedlu Wiczlino-Ogród znajomi pukali się w głowę powtarzając: „Jak to? Trzy bloki, pola, traktor, kury i Wy?” A ja uznałam to za wielki atut.


I miała rację. Dziś Slow Cafe ma dwa lata i tętni życiem. Miejsce to najwyraźniej było potrzebne. Właśnie tu. Na jeszcze wciąż niewielkim osiedlu, bardzo prężnie jednak się rozwijającym. Marzeniem Doroty było, aby kawiarnia stała się miejscem rodzinnym, wielopokoleniowym, przyjaznym rodzicom z małymi dziećmi, takim, w którym każdy czułby się swobodnie. I takim gdzie jest kreatywnie i smacznie. Choć początki nie były łatwe to udało się. Organizowane są tu liczne warsztaty i tematyczne urodzinki dla dzieci z ceramiką, szyciem czy kulinarnymi zabawami. Ale to nie wszystko. Dzieci i młodzież odrabiają tu lekcje, Mamy spotykają się na pogadankach i szkoleniach, a starszych i młodszych spotyka się tu na wielu zajęciach. Podczas Szydełkowego Slow tej cennej sztuki tworzenia z włóczki uczyła 50-letnia sąsiadka, a najmłodszym uczestnikiem zajęć był kilkuletni Adaś. Dorota bardzo ceni sobie także rodzinne spotkania: chrzty, roczki i inne tego typu uroczystości. Wie, że marzenia się spełniają. Wierzyć w to pomogło jej doświadczenie,  kilkunastoletnia praca w firmie, która na jej oczach z małej stała się wielką korporacją. Świadomie więc i bardzo troskliwie buduje teraz swoją markę. A dobra marka, to na początku trafiona nazwa. Miejsce, które miało pomagać zatrzymać czas i pachnieć kawą musiało się dobrze nazywać. Tak powstało Slow Cafe. I mało kto wie, że ślimak, który znajduje się w logo kawiarni ma na imię Wiczlinek.


Dorota z pewnością nie byłaby jednak teraz w tym miejscu, w którym się znajduje gdyby nie jej partner Darek. To ktoś, kto wydaje się być przy pierwszym kontakcie niedostępny, bardzo zdystansowany. Przy bliższym poznaniu jednak bardzo zyskuje, a ja taką cechę u ludzi bardzo sobie cenię.  Z wykształcenia magister inżynier nawigator morski o specjalności uzbrojenie okrętowe, który  wciąż uparcie powtarza, że on tu tylko parzy kawę. Dla wielu „aż”, bo dobrze zaparzyć kawę to wielka sztuka. Tak naprawdę jednak jego rola jest dużo, dużo większa. Dorota i Darek tworzą nierozerwalny tandem. Na moje oko doskonale się uzupełniają. Jedno jest od miękkiego serca, a drugie od twardej ręki. Czyli sposób na biznes doskonały. A co jeszcze? To właśnie Darek jest pomysłodawcą cyklu kulinarnych warsztatów dla dzieci, podczas których najmłodsi mają za zadanie powąchać, polizać i ugryźć to co jest akurat kulinarnym bohaterem dnia. Zadaniem rodziców w tym czasie jest udać się na „wakacje”, czyli albo przysiąść na kawę przy stoliku obok albo wybrać się na spacer. Dzieci nie uczą się podczas tych zajęć gotować, ale same przygotowują swój posiłek, kosztują go, a co za tym idzie podnoszą poczucie własnej wartości. Dodatkowo dzieje się tam magia. Jedzą nawet niejadki! Przyznam, że to bardzo inspirujące.


Dorota i Darek rozkręcają się. Mają coraz więcej pomysłów, chcą się rozwijać. Tym bardziej ogromnie się cieszę, że tak kreatywne osoby dołączyły do grona pozytywnie zakręconych Frajdowiczów i zechciały zaprosić mnie wraz z moją wystawą zdjęć społecznej akcji „Podróż za 2 uśmiechy” do swojej kawiarni. Zdjęcia prezentują się w tym wnętrzu bardzo, bardzo dobrze i podobno przyczyniają się do różnych ciekawych dyskusji czy nawet wspomnień. Podobno jedna z pań, będąca stałym gościem kawiarni twierdzi, że bardzo przypominam jej bliską krewną. Smile Zdjęcia możecie zobaczyć w Slow Cafe do 21 listopada. Następnie wystawa powędruje do Gdynia InfoBox. Szczegóły TU.

Wpadnijcie do Slow Cafe na pyszne ciasto pieczone przez Dorotę, aromatyczną kawę lub gorącą czekoladę wg receptury Darka. Odpocznijcie, poczujcie się dobrze, błogo, miło i …zatrzymajcie swój czas. Smile

Slow Cafe Slow Cafe Slow CafeSlow CafeSlow CafeSlow CafeSlow CafeSlow CafeSlow CafeSlow CafeDarek i DorotaSlow Cafe

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Stolica Polski
Dodany przez: Dorota
Data dodania: 2015-11-10
Pięknie dziękujemy za wszystkie ciepłe i serdeczne słowa na nasz temat <3 jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy gościć w progach Slow Cafe wystawę zdjęć Podróż za 2 uśmiechy :) :) Pozostajemy wiernymi fanami Frajdy i życzymy wielu wspaniałych przygód i sukcesów oraz by grono frajdowiczów rosło i rosło!
Dodany przez: Frajda nad morzem
Data dodania: 2015-11-10
Dorota, to ja bardzo dziękuję. Cieszę się, że Was poznałam. :-) Powodzenia! Dalszych sukcesów. :-)