Podróż za 2 uśmiechy

Zabierzcie dzieciaki na tenisa!

Zabierzcie dzieciaki na tenisa!
sport

Zupełnie inaczej miałam zacząć tego posta. Już nawet miałam kilka zdań. Koleżanka jednak zadała mi pytanie o historię rakiety, której zdjęcie umieściłam na frajdowym FB. Pędzę z odpowiedzią. To Slazenger, którego mój mąż otrzymał od swojego Taty w 1984 roku (rakieta została przywieziona z Niemiec). Mąż był wówczas kilkuletnim chłopcem. Swoją przygodę z tenisem bardzo chciał zacząć od wyjścia na kort z tą właśnie rakietą, ale okazało się , że był jeszcze na nią za mały. Przyszło mu grać drewnianą packą. Z niecierpliwością czekał rok, by móc w końcu zamienić packę wyglądającą jak drewniana patelnia na coś tak cudownego, jak na załączonym obrazku. Takie były początki tenisa mojego męża. Rakieta zdecydowanie zasłużyła sobie, by zawisnąć w ozdobnej ramie na naszej ścianie.

Pamiątkowa rakietaMotylek jest z Tchibo.Wink

Ja swoją przygodę z tenisem zaczęłam w 1992 roku. Mój Tata bardzo chciał, bym zaczęła uprawiać ten sport (zobaczcie, jak wiele w życiu dziecka zależy od rodziców prawda?) W domu zapadła decyzja, by zapisać mnie do Sopockiego Klubu Tenisowego , klubu z historią i tradycjami. Mieszkałam w Gdyni i choć bywałam dość często z rodzicami w Sopocie pamiętam, że nie bardzo wiedziałam gdzie ten klub się znajduje. Mój kolega na takim małym świstku papieru, właściwie na bibułce narysował mi mapę. Długo trzymałam ten świstek w moim pamiętniku. Na spotkanie organizacyjne wybrałam się z Mamą. Do dziś je pamiętam. Tak jak pierwsze treningi. Pamiętam jak ogromne wrażenie zrobił na mnie klub, ludzie, kolor ceglanych kortów. Szybko polubiłam na pomarańczowo zabarwione buty, dźwięk odbijanej piłki i zapach morza unoszący się nad trybunami. Sopocki Klub Tenisowy jest fantastycznie położony, bardzo blisko plaży. Trenowałam trzy lata. Może niewiele, ale wystarczająco dużo, by, kiedy mam na to ochotę, móc wziąć rakietę i zagrać dobry mecz. Dla przyjemności, dla sportu, dla towarzystwa. Właściwie to jest chyba najpiękniejsze w tym sporcie – partner/partnerka tuż za siatką. Przez te trzy lata przeżyłam również kilka fantastycznych przygód bywając podawaczem piłek podczas tenisowych turniejów organizowanych w klubie. Z różnych powodów zamieniłam później tenisa na karate (również przepiękny sport), jednak moja miłość, uwielbienie kortów, rakiet i piłeczek pozostała. Jak tylko mogłam chodziłam na turnieje z cyklu Prokom Polish Open. Nigdy nie zapomnę tych gwiazd sportu widzianych na żywo, jak również Krzysztofa Materny i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z żoną w loży dla VIPów na korcie centralnym. Szkoda, że te czasy nie wrócą. Wink


Ciekawa jest historia klubu, m.in.  TU ją przeczytacie.


Ja trenowałam tenisa trzy lata, mój mąż sześć. Któregoś dnia spotkaliśmy się w pociągu i tak odbywamy wspólnie naszą podróż grywając czasem w tenisa. Jeśli nie grając to wspólnie oglądając w telewizji. Razem z dziećmi śledzimy turnieje Wielkiego Szlema.
Ostatnio odniosłam mój osobisty wielki sukces. Po trzech ciążach wróciłam do regularnego uprawiania tego sportu, dodatkowo wciągając w to moje starsze dziewczynki. Drogie Mamy! Polecam! Tenis świetnie poprawia figurę! Razem z dziećmi (w osobnych grupach) trenujemy w Gdyńskiej Akademii Tenisowej. Szkółkę goraco polecam. Jesteśmy zadowolone.


Ostatnio wpadłam na wspaniały pomysł, by całą rodziną, dla relaksu, sportu i towarzystwa wybrać się na ceglany kort do Sopockiego Klubu Tenisowego, by wspólnie się pobawić. Mam do tego miejsca sentyment. Jest idealne na lato. Zabraliśmy również najmłodszą, by i ją wprowadzić w tajniki takiej aktywności. Udało się! Pierwsze trzymanie rakiety ma już za sobą. I choć na wynajętym przez nas korcie panowało czasem małe zamieszanie, właściwie ciągłe zamienianie się: to raz ja z najstarszą, to raz z mężem, to raz z najmłodszą obok kortu, to znów ze średnią, to każdemu z nas udało się trochę spocić. Smile


Polecam Wam takie rodzinne granie, bez względu na to czy umiecie grać w tenisa czy nie. To świetna zabawa! I z pewnością Waszym dzieciom spodoba sie siatkowanie kortu.


Na rozgrzewkę proponuję trening na ściance (jest bezpłatna). Koszty wynajęcia kortu znajdziecie TU. Za kort numer 12 zapłacilismy 40 zł. Na miejscu można wypożyczyć rakietę dla osoby dorosłej – koszt 10 zł. Wypożyczenie rakiety dla dziecka może być kłopotliwe, należy wcześniej to zgłosić. Na terenie klubu znajdują się przebieralnie i prysznice oraz restauracja.


Po takim fantastycznym treningu –zabawie warto się jeszcze udać na plażę, zwłaszcza po godzinie 18.00. Nie dość , że przyjemnie to jeszcze świetne światło na rodzinne pamiątkowe zdjęcia. 


Bawcie się świetnie. Smile


P.s. Jadąc autobusem lub kolejką SKM warto udać się na miejsce ulicą Haffnera. To jedna z moich ulubionych. Cicha, spokojna, z mnóstwem pięknych werand (ciekawa architektura). Tym razem udało się nam spotkać malarkę przy pracy.

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Przepisz kod z obrazka:
Nie dodano żadnego komentarza