Podróż za 2 uśmiechy

To prawdziwa FRAJDA nad morzem

To prawdziwa FRAJDA nad morzem
sport


Dziś mija dokładnie 15 lat, jak rozpoczęłam szaloną podróż przez życie z pewnym bardzo interesującym mężczyzną. Jego ciekawa osobowość powoduje, że nigdy mi się nie nudzi. Stoi za tym zwłaszcza jego szeroki wachlarz zainteresowań. Jednym z nich jest windsurfing. O tym sporcie nie wiedziałam nic. No może tyle co każdy szary obywatel tego świata – deska + żagiel + wiatr = pływanie. Moja wiedza nieco się zmieniła gdy poznałam Adasia. Okazało się, że sam wiatr nie wystarczy. Wróć. Wystarczy do pływania. Do dobrego pływania muszą być spełnione jeszcze inne warunki takie jak: dobra miejscówka, odpowiednia wielkość żagla czy najlepiej zachodni wiatr 6 -7 Beaufortów (w przypadku polskiego wybrzeża).  I dobra energia.


Dla nas to prawdziwa FRAJDA nad morzemwspólne wyjazdy na deskę. Najpierw we dwójkę, parę lat później we trójkę, czwórkę, a teraz piątkę. Kiedy moje dwie starsze córki były malutkie takie wyjazdy były szczególnie dla mnie ogromną atrakcją. Pakowałam torbę przekąsek, herbatę w termosie, koce, zabawki, pakiet ubrań na zmianę oraz dodatkowe bluzy, kurtki i ruszaliśmy w drogę. Na dwie godziny, na pół dnia, czasem na cały dzień, gdy był to wyjazd np. do Łeby. Adaś pływał, dzieci bawiły się na brzegu, ja robiłam zdjęcia.


Dziś nasze życie to istny kołowrotek. Szkoła starszych dziewczynek, przedpołudnia z najmłodszą w domu, zajęcia dodatkowe, praca, mój blog, zespół Adasia. Na windsurfing jest coraz mniej czasu. Ostatnio wspólnie na deskę jeździliśmy bardzo rzadko i zaczęło mi bardzo tego brakować. Wiatru, tony piasku we włosach i pod powiekami, rozgniewanego morza, słońca, deszczu i … spokoju. Tak spokoju. Pomimo silnego wiatru zawsze w tych momentach czułam spokój. Zapominałam o całym świecie, troskach, gorszych dniach. I Adasia telefonów do kolegów po informacje gdzie warto jechać, czy są warunki, czy może już „siada”. Nad polskim morzem nie jest łatwo windsurferom. Nie jeden raz zdarzało się samochodem gonić wiatr i … nie złapać. Zawsze w takich sytuacjach żal mi było chłopaków, kiedy zwarci i gotowi czekali na dobre pływanie, bo prognozy od kilku dni takowe „zapewniały” i w ostateczności nic z planów nie wychodziło. Do dziś podziwiam ich za wytrwałość. Zawsze powtarzam, że to nie sztuka pływać na Wyspach Kanaryjskich, gdzie o wiatr nie jest trudno. Przyjedźcie nad Bałtyk, to dopiero wyzwanie. Smile


Za windsurfingowym wypadem tęskniliśmy wszyscy. A że ostatnio pogoda plażowaniu kompletnie nie sprzyja za to pływaniu na desce owszem, w ostatni piątek znów zapakowaliśmy koce, kanapki, herbatę, ciepłe ubrania (których i tak okazało się być za mało i które córki pożyczały od pływającego Taty), czapki i ruszyliśmy do Karwieńskich Błot. Adaś niewiele nacieszył się pływaniem, gdyż na miejsce dotarliśmy bardzo późno. Gdy zszedł na wodę towarzyszyło mu kliku kitesurferów, chwilę później został już sam, a to jest sytuacja bardzo niekomfortowa. Frajda była jednak i tak wielka. Dla niego, dla dziewczynek i dla mnie samej. Cudownie! To prawdziwa FRAJDA nad morzem. Embarassed

Poprosiłam Adasia, windsurfera, o komentarz do wpisu.


Zwykle osoby, które nigdy nie pływały na desce pytają: po co jeździsz 100 km od Trójmiasta na pływanie, skoro można popływać w Sopocie czy Gdyni? Powód jest prosty: przy zachodnim wietrze, który najczęściej wieje w Polsce, nie da się pływać w Trójmieście. No może się da, ale to nie jest nic przyjemnego, ponieważ wiatr wieje od brzegu, jest bardzo szkwalisty i praktycznie nie ma fali. Dla windsurferów szukających prawdziwych morskich fal (a nie zatokowych zmarszczek) idealne warunki panują, gdy wieje mocny wiatr wzdłuż linii brzegowej, najlepiej przez 2-3 dni, bo wtedy fale robią się większe. Nie można zapomnieć, że takie miejsce musi  być łatwo dostępne samochodem, aby nie nosić za daleko sprzętu.  W efekcie takich spotów, w miarę blisko Trójmiasta, jest niewiele na wybrzeżu: Łeba, Ustka, Karwia (wiatr zachodni), Władysławowo  (wiatr północno-zachodni) czy Rowy, Lubiatowo i Jarosławiec  (wiatr południowo zachodni).


Ostatnio wybraliśmy Karwię, bo jest najbliżej, a było dość późno. Nie jest to najlepsze z wyżej wymienionych miejsc, bo fale zwykle są bardzo nieregularne, a przy brzegu robi się wyjątkowo silny prąd utrudniający pływanie. Generalnie w piątek było „grubo”: wiatr na plaży 30-35 węzłów (dalej od brzegu było kilka węzłów więcej), bardzo nieprzewidywalna fala i dość pusto na wodzie. Do tego założyłem trochę za duży żagiel: 4.2m2.  W samochodzie leżał 3.7m2, który powinien być idealny na te warunki, ale zasugerowałem się prognozą, wg której miało stopniowo „siadać”, co w efekcie się nie sprawdziło.

W sumie było mało komfortowo na wodzie, ale wszyscy wróciliśmy zachwyceni wspólnym wyjazdem nad wodę. Smile

P.s. O przygodzie Adasia z windsurfingiem możecie przeczytać także TU.

Wypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich BłotWypad do Karwieńskich Błot

 

 

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Przepisz kod z obrazka:
Dodany przez: Frajda nad morzem
Data dodania: 2015-07-15
Danuta - dziękuję, to rzeczywiście wielka miłość. :-)
Dodany przez: Frajda nad morzem
Data dodania: 2015-07-15
Maćku - mam nadzieję, że następnym razem uda się wspólny wypad na deskę. Napiszemy wtedy kolejny windsurfingowy artykuł. Jest przecież o czym pisać. :-)
Dodany przez: Danuta
Data dodania: 2015-07-14
Trzeba naprawdę kochać męża żeby tak ładnie napisać o jego pasji i wspierać go w tym co robi. Brawo ! Piękne zdjęcia.
Dodany przez: Maciek
Data dodania: 2015-07-14
Bardzo dobry tekst! :) Bycie żoną muzykującego windsurfera to nie lada wyzwanie :) Mąż Adam ma pełne powodu do dumy! (żałuję, że nie dałem się tego dnia namówić na Karwię, załapałbym się może na parę fot i wzmiankę w artykule :))