Podróż za 2 uśmiechy

MAGIA DŹWIĘKÓW OLIWY

MAGIA DŹWIĘKÓW OLIWY
Gdańsk

 

 

Jako mieszkanka Gdyni, a wielka miłośniczka Gdyni, Gdańska i Sopotu ze zdumieniem i ogromną satysfakcją odkrywam wciąż nowe zakamarki tych trzech miast. Podziwiam i poznaję z nieskrywaną radością małego dziecka historie ludzi, tajemnice miejsc, dzieła sztuki. Są jednak i takie, które wydawałoby się, że znam już na pamięć. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że wciąż i wciąż mają do zaoferowania wiele nowego. I mam wrażenie, że nigdy mi się nie znudzą. Do nich z pewnością należą Katedra Oliwska i Park im. Adama Mickiewicza w Gdańsku Oliwie. Już sam zachwyt budzi historia zakonu cystersów, którzy pojawili się w tym miejscu w XII wieku. Żyjący skromnie i ściśle wg reguły. Oddani pracy i modlitwie, uwielbiający przyrodę, jako rolnicy, młynarze, snycerze, rzemieślnicy, kowale czy pszczelarze krok po kroku tworzyli i budowali otaczającą ich rzeczywistość, powtarzając: Bezczynność jest wrogiem duszy. Dziś możemy cieszyć się tym dziełem. Do parku przychodzimy, by zaznać spokoju, zapomnieć o codziennych troskach. Spacerując po alejach w uporządkowanej, geometrycznej części francuskiej i z pozoru chaotycznej, jednak równie skrupulatnie zaplanowanej  części angielskiej, zachwycamy się roślinami, drzewami pochodzącymi z różnych zakątków świata. Do refleksji skłaniają rzeźby będące częścią znajdującej się tu od lat 70. ubiegłego wieku plenerowej Galerii Rzeźby Współczesnej, powstałej z inicjatywy gdańskich artystów rzeźbiarzy oraz Muzeum Narodowego w Gdańsku. By przekąsić kanapkę, przycupniemy w altance, a w grocie szeptów wyznamy ukochanemu uczucie. Gdy latem zmęczy nas słońce, a zimą zmarzną stopy, wejdziemy do dawnego klasztoru, a obecnie bazyliki archikatedralnej, kościoła p.w. Trójcy Świętej, NMP i św. Bernarda, czyli do skarbca. I cóż tam znajdziemy? Wśród licznie zgromadzonego wyposażenia zwrócimy większą uwagę choćby na poruszający nagrobek rodziny Kosów, dawny i obecny ołtarz główny, bogato zdobioną ambonę czy wielki baldachim. 

 

Największą jednak uwagę wszystkich goszczących w katedrze przyciągają duże organy znajdujące się w zachodniej części nawy głównej unoszone przez rokokową emporę (muzyczny chór) wspartą na czterech filarach. Są przepiękne. Ogromne i majestatyczne, a brzmienie ich porusza najczulsze struny duszy człowieka. Ich historia także jest fascynująca. Zakon cysterski żył zgodnie z surową regułą, która zabraniała muzyki organowej do 1496 roku. Pomimo to pierwsze wzmianki o organach pojawiły się już w 1433 roku. W następnych dwóch wiekach pojawiały się kolejne instrumenty, fundowane przez różnych darczyńców, budowane przez różnych twórców. Instrumenty te niszczały. Budowano kolejne, które znowu ulepszano. Historie ich różnie się toczyły. Nadszedł wiek XVIII, a wraz z nim największy rozkwit całego opactwa. Z zamożnością klasztoru podnosiła się i kultura, dokładniej mówiąc m.in. oliwska muzyka. Pełniący wówczas funkcję opata Jacek Rybiński utworzył w konwencie oliwskim chór, zespół muzyczny. Nastąpił rozkwit muzyki organowej, a co za tym idzie postanowiono zbudować na chwałę Boga i Najświętszej Panny nowe organy. Tak się szczęśliwie złożyło, że do Gdańska przybył Jan Wulf z Ornety na Warmii, wnuk organmistrza Johanna George. Opat Jacek Rybiński wysłał młodego Wulfa na 3 lata do Niemiec i Holandii, by ten udoskonalił swoje umiejętności u najwybitniejszych mistrzów. Po powrocie Jan wstąpił do zakonu, przyjmując imię Michał, po czym rozpoczął swe wielkie dzieło. Budowa trwała 25 lat, od 1763 r. do 1788 roku. Przy pracy pomagało mu 20-25 konwersów. Wielkie organy cynowo-drewniane Brata Michała zbudowane zostały w podkowę, zajęły cały głąb i boki muzycznego chóru, zmieściły się tam dzięki spiętrzeniu w trzech kondygnacjach. Filary i przód empory ozdobione zostały splotami bluszczu i kwiatów, wazami i postaciami aniołów. Cały prospekt organowy ozdobiono bogatymi rokokowymi dekoracjami snycerskimi autorstwa brata Alanusa i rzemieślnika Grossa. Liczne figury aniołów – 11 dużych, 6 małych i 8 zupełnie malutkich otrzymały w dłonie trąbki, puzony i dzwonki stanowiące ruchomy element. Ciemną masę rzeźby ostro odcięto od białych ścian i sklepienia. Boczne okna na chórze zasłonięte zostały przez masyw organów, jedyne światło dawało małe okno owalne, umieszczone na osi nawy, posiadające witraż przedstawiający Matkę Boską z dzieciątkiem Jezus i dwa anioły unoszące ponad nimi koronę. Po obu stronach pod sklepieniem umieszczono na prospekcie organowym ruchome gwiazdy, słońce i księżyc. Jako że mnich był skromną i pokorną osobą, na organach nie umieścił swojego monogramu, tylko monogram opata Jacka Rybińskiego. 

 

Organy brata Michała posiadały 3 manuały, 83 głosy czyli rejestry, 5100 piszczałek wytoczonych z lipy, jodły i dębu oraz ulanych z cyny. Najmniejsze miały kilkanaście centymetrów, największe 10 metrów. A jak brzmiały? Przepięknie. Któregoś dnia…ojciec Michał odprawiał mszę św. przed głównym ołtarzem. Zgromadzeni mnisi chcąc mu zrobić radosną niespodziankę zagrali na Gloria po raz pierwszy na prawie ukończonym instrumencie. I oto skupioną ciszę napełniła cudowna, pełna harmonii muzyka. Czysta intonacja głosów, piękna charakterystyka dźwięku każdego rejestru, niezrównana subtelność w barwie tonów pieściły ucho. Śpiewały przytłumione i łagodne głosy burdonu i kwintadeny, surowy subbas i niższy o oktawę kontra-subbas, zawodziły wszystkich odcieni wiole, grały flety, a ostre, przenikliwe dźwięki puzonu, dulcianu, oboju i trąbki dodawały muzyce blasku. 

Odwrócił się ojciec Michał. Poprzez migotliwy blask świec zobaczył swe dzieło: z dala srebrzyły się nowe piszczałki, z mroku wyłaniały się czyste linie lekkiej, radosnej ornamentyki prospektu, subtelne twarzyczki drewnianych aniołów, rokokowe główki puttów, wysoko w głębi barwiły się witrażowe postacie. Oto zaczynają wirować słońca i gwiazdy, ramiona dziewczęcych aniołów wznoszą się w górę z instrumentami muzycznymi, dzwonią dzwonki w dziecięcych rączkach puttów. Muzyka rośnie, potężnieje, przenika zda się mury. Mnisi klęczą zasłuchani… Wtem widzą, iż ojciec Michał osuwa się martwy do stóp ołtarza…

Wzruszające. Oczy napłynęły mi łzami, gdy czytałam to pewnego marcowego wieczoru. To tylko legenda. Ojciec Michał długo jeszcze cieszył się swoim dziełem. Zmarł w 1807 roku nie ukończywszy go jednak całkowicie. Po 1788 roku organy były wielokrotnie przebudowywane, unowocześniane i konserwowane. 

Obecnie to połączone ze sobą (kablem) 3 instrumenty: duże organy, małe organy (znajdujące się w transepcie, czyli w pobliżu ołtarza głównego, które są również dziełem ojca Michała) i pozytyw organowy (małe, dziewięciogłosowe organy umieszczone w łuku między nawą główną a północną nawą boczną). Instrument to 110 głosów rzeczywistych (87 na głównym instrumencie), 7876 piszczałek (906 w małych organach), z czego najmniejsza ma 0,8 cm a największa 10 m. To na tych organach grywał kompozytor i organista Feliks Nowowiejski, autor Roty i Legendy Bałtyku. Dziś koncerty organowe cieszą tłumy turystów. Wśród nich z pewnością są esteci, miłośnicy piękna, muzyki i sztuki, u których już pierwsze dźwięki instrumentu powodują przyspieszone bicie serca. 

 

Polecam wysłuchać razem z dziećmi takiego koncertu organowego!!! Wrażenia niezapomniane. Trwa on około 20 minut. W lipcu i sierpniu prezentacja organów odbywa się w następujących godzinach:

Dni powszednie: 10.00, 11.00, 12.00, 13.00, 15.00, 16.00, 17.00

Soboty - 10.00, 11.00, 12.00, 13.00, 14.00, 15.00

Niedziela oraz 15 sierpnia - 15.00, 16.00, 17.00

Szczegóły znajdziecie na stronie TUTAJ. 

 

Bawcie się świetnie!

  

Cytat pochodzi z publikacji: „Organy Oliwskie”, Maria Odyniec, Gdańskie Towarzystwo Naukowe, 1958 r. 

 

Oliwskie organy

Oliwskie organy

Oliwskie organy 

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Stolica Polski
Nie dodano żadnego komentarza