Podróż za 2 uśmiechy

LOKS z Krainy Otwartych Okiennic

LOKS z Krainy Otwartych Okiennic
Podróż za 2 uśmiechy

 

Doskonale pamiętam jak się poznałyśmy. Agnieszka z Lilki Szpilki włączyła się w akcję dekorowania ulicy Starowiejskiej robótkami ręcznymi. Pnie drzew, płoty i inne przychodnikowe elementy stać się miały choć na chwilę wielobarwnym, tęczowym  obrazkiem. W tym szalonym eksperymencie mógł wziąć udział każdy. Ani sekundy nie zastanawiałam się, by w nim uczestniczyć. A że miałam jeszcze tego dnia zakupić kapelusz na sopockie wyścigi konne w sklepie znajdującym się tuż przy Starowiejskiej to świetnie się składało. Zabrałam najstarszą córkę i trolejbusem z Dąbrowy ruszyłyśmy do Śródmieścia Gdyni.

 

Pogoda jednak spłatała figla. To była lipcowa sobota, ale lało jak z cebra. Chętni przybyli na wydarzenie najwięcej czasu spędzili w lilkowej Werandzie, niewielkim pomieszczeniu, ale tak miłym i przytulnym, że chciało się tylko założyć bambosze i zasiąść w wygodnym fotelu z ciepłą herbatką w dłoni. Jak u babci. Było nas kilka osób: same panie i małe damy. Wspólnie tworzyłyśmy, rozmawiając, śmiejąc się. I już miałam się z córką zbierać się domu, gdy nagle w drzwiach stanęła drobna istotka z wielką maszyną do szycia w dłoni. 

Co za pogoda - powiedziała - ale dojechałam - dodała z wielkim uśmiechem. 

Dojechała. Z tą wielką maszyną dojechała trolejbusem. No proszę - zaśmiałam się w duchu - nie tylko ja należę do tych pozytywnie zakręconych fanów komunikacji miejskiej, którzy trolejbusem czy tramwajem przewiozą niemal wszystko. Postanowiłyśmy z córką chwilę dłużej w werandzie pozostać. Zrobiło się jeszcze weselej. I jeszcze bardziej twórczo. Do akcji włączyła się przybyła maszyna, leciały ścinki, powstawały nowe kolorowe proporczyki. I nie wiadomo nawet kiedy rozmowy przy szyciu zeszły na podróże. Usłyszałam wtedy barwne opowieści od Agnieszki, bo tak jej było na imię, o magicznym miejscu na Podlasiu, w którym się wychowała. Tak mnie zainspirowała tymi opowieściami i swoją osobą, że…współpracujemy do dziś. 

 

LOKS. Dziś to coraz prężniej prosperujące studio graficzne. Spełnia się marzenie Agnieszki, bo tak naprawdę od zawsze lubiła rysować, tworzyć. Marzyła o architekturze, ale życie potoczyło się inaczej. Ukończyła studia o kierunku informatycznym oraz bankowość. Niczego nie żałuje, bo ostatecznie dotarła do miejsca, którego pragnęła, choć droga ta nie była łatwa. A co pomogło, by osiągnąć cel? Odwaga. Odwaga w podejmowaniu decyzji, odwaga, by dokonywać zmian i rezygnować z tego co okazywało się nie być tym wymarzonym. Nie każdy to potrafi. Warto jednak ryzykować. 

 

Rysowała od zawsze. Podczas studiów znalazła dorywcza pracę na poczcie, w której całe życie pracowała jej mama. Jak to się dziwnie życie układa. Zawsze mawiała, że poczta to ostatnie miejsce w jakim chciałaby się zatrudnić, ale wstępnie planowane 3 wakacyjne miesiące zamieniły się nie wiadomo kiedy w kilka lat całkiem ciekawej pracy. Studia, praca, stypendium. Działo się wiele. Stała się pełnowymiarowym pracownikiem biurowym. I kto wie, jakby się to skończyło, gdyby przez internet nie poznała przyszłego męża. Mariusz był wtedy marynarzem i mieszkał w Gdyni. Pół roku trwała w związku na odległość, aż podjęła odważną decyzję. Rzuciła pracę i przyjechała na Wybrzeże. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Nowe miejsce zamieszkania, nowa praca także biurowa, ślub, ciąża, dziecko i …likwidacja zajmowanego stanowiska pracy. Szok? O tak. Wiele serca zdążyła w nie włożyć. Nic jednak nie dzieje się bez powodu. Pobyt z synkiem spowodował, że znów wróciła do dawnych marzeń. Najpierw zaczęła robić drobne grafiki. Potem odkryła jak wiele przyjemności sprawia jej szycie. Połączyła wszystko razem i tak zaczęły powstawać dziecięce akcesoria pod hasłem Bańcik. Wciąż szukała niszy, by jej prace wyróżniały się i zachwycały rodziców maluchów. I to się udało. Znajomość z Agnieszką z Lilki Szpilki zaowocowała powstaniem ciekawego, bardzo twórczego miejsca na mapie prężnie działającego gdyńskiego rękodzieła, Agulla. Niejeden raz zdążyłam odwiedzić to magiczne piąte piętro tuż przy ulicy Władysława IV. Działo się tam wiele. Od warsztatów szyciowych, przez warsztaty fotografii, renowacji mebli dla dorosłych po spotkania organizowane dla kobiet. Agnieszka znów włożyła w to wiele serca. Obie Agnieszki. Szyła, projektowała grafiki, nadzorowała warsztaty, ale po czasie przekonała się, że ta forma działania nie jest tym do czego dąży, czym ostatecznie chciałaby się zajmować. Coraz więcej myślała o skupieniu się tylko na grafice. Któregoś dnia trafiła na inspirujące spotkanie działających, tworzących w różnych dziedzinach kobiet. Zaprezentowała swoje graficzne prace i okazało się to być przełomowym momentem. Uczestniczki spotkania nie tylko zauważyły i doceniły jej talent, ale i zaczęły zamawiać u niej loga dla swoich firm. I to było najbardziej motywujące. Dodało skrzydeł, spowodowało, że uwierzyła w swoje siły. Podjęła kolejną odważną decyzję. Choć bardzo chciała nadal szyć, zrozumiała, że czas wybrać i skupić się na jednej konkretnej dziedzinie. Znów zaryzykowała i tym razem właśnie w projektowanie graficzne zaangażowała całą energię. 

 

Dziś czuje, że jest na właściwym miejscu. Rozwija się, dostaje coraz więcej zleceń. I czasem sama się dziwi, że tak fantastycznie rozkręca się jej firma. Marka LOKS stała się rozpoznawalna. Ale widać Agnieszka ma intuicję i …to coś. Bo przecież nie każdy kto dostanie do ręki narzędzia zaraz będzie grafikiem. Ważna w tym wszystkim też jest pokora. Agnieszka zwraca uwagę na to, jak wciąż trzeba się uczyć, trzymać rękę na pulsie, śledzić trendy, choć nie ślepo za nimi podążać. Najważniejszy jest klient. Projekt logo, wizytówek, ulotek zaczyna się od spotkania z klientem i szczerej rozmowy. Najpierw trzeba poznać człowieka, a zaraz potem zrozumieć jego firmę, biznes. Bo tę firmę trzeba „ubrać” nie tylko na jeden rok, ale przynajmniej na kilka lat. Nadać odpowiedni kolor, szyk. Wszystko musi tworzyć spójną całość, odzwierciedlać osobę, która stoi na czele. 

 

Czas realizacji projektu jest bardzo różny. Zależy to od wielu czynników. Ja jednak pamietam, że projekt plakatu do akcji Podróż za 2 uśmiechy, którego autorem jest właśnie Agnieszka, zajął jej zaledwie kilka dni. I przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. To było coś więcej niż czytanie w moich myślach. Nasza współpraca zaczęła się od …spotkania w trolejbusie. Zwierzyłam się wtedy Agnieszce z moich planów na akcję Podróż za 2 uśmiechy. Działasz społecznie i to mi się podoba - powiedziała - pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. I mogłam. I wciąż mogę. Dziś z uśmiechem wspominam nasze nocne korespondencje, gdy zaraz miał ruszyć wernisaż wspomnianej akcji, gdy trzeba było wprowadzać ostatnie zmiany na plakacie. Dała mi dużo wsparcia, gdy bardzo było mi ono potrzebne, gdy w cały ten pomysł momentami przestawałam wierzyć. Była dobrym duchem akcji.  Zawsze miała motywujące słowa: Dana walcz! Idź do przodu. Dlatego też wpis o Agnieszce z LOKS musiał się pojawić, abym mogła zrobić pełne podsumowania pierwszej części mojej akcji. To jeden z najważniejszych elementów całej układanki.

 

Wpis ten dedykuję moim koleżankom i innym Frajdowiczkom, które są właśnie na życiowym zakręcie i poszukują swojej nowej drogi. Może da Wam siłę? Nadzieję? Wiem, że znajdziecie to czego szukacie. Agnieszka zwierzyła mi się, że bardzo nie lubi zmian, jednak to właśnie podejmowanie odważnych decyzji i zmiany zaprowadziły ją do miejsca, w którym jest teraz. A skąd taka odwaga? A czemu właściwie studio graficzne LOKS nazywa się właśnie LOKS?

 

Zaskoczę Was. LOKS po łotewsku znaczy kokardka. Agnieszka od zawsze kochała kokardki. Tu jedna przy bluzce, przy kurtce, tam przy butach i jeszcze jedna przy sukni ślubnej. Szczególnie zauważał to jej tata. No to to już wiemy. A skąd taka otwartość? A może to wszystko przez Krainę Otwartych Okiennic? To o tej właśnie Krainie opowiadała mi dawno temu na lilkowej werandzie. W jednej z trzech wsi Krainy, Trześciance, u dziadków, spędziła najlepsze, najpiękniejsze chwile swojego dzieciństwa, zawiązała cudowne przyjaźnie, przeżyła pierwsze młodzieńcze emocje. Tam czuła się wolna. Dziś, choć szczęście odnalazła w Gdyni, często tęskni za tym miejsce i gdy tylko może właśnie tam ładuje akumulatory. To tam dzieje się cała magia. Kiedyś tam pojadę. 

Agnieszka przy pracy

LOKS - miejsce pracy Agnieszki

Agnieszka przy pracy

LOKS- miejsce pracy Agnieszki

LOKS - miejsce pracy Agnieszki

Biuro Agnieszki mieści się przy ulicy Bema 7/1.  Nie jest tam sama. Dzieli je z Iwoną z FILO LOOP. Panuje tam niezwykle miła, domowa atmosfera, co odrobinę widać na załączonych obrazkach poniżej. Dziewczyny zaprzyjaźniły się. Inspirują się wzajemnie, wspierają. Logo FILO LOOP to jedno z pierwszych, które zaprojektowała Agnieszka. 

Pracownia LOKS i FILO LOOP

Pracownia LOKS i FILO LOOP

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Przepisz kod z obrazka:
Dodany przez: Szu szu;)
Data dodania: 2017-02-21
Pięknie opisana historia...cieszę się że tak się potoczyła i spełniają się marzenia...ja pamiętam te czasy z Krainy Otwartych Okiennic...
Dodany przez: Frajda nad morzem
Data dodania: 2017-02-21
Szu szu - bardzo dziękuję. :-)