Podróż za 2 uśmiechy

Gra miejska KAPSUŁA CZASU

Gra miejska KAPSUŁA CZASU

 

 

Taniec i śpiew na jednej ze scen Teatru Muzycznego, sadzenie krzewów, partyjka pokera w Sądzie Rejonowym, budowanie nowych połączeń kolejowych z klocków gdzieś na terenie gdyńskiego dworca i składanie zwierzaków w całość pod okiem rzeźników w pokrwawionych fartuchach tuż przy Halach Targowych. A przy tym całkiem niezła pogoda, wiele kilometrów pokonanych pieszo i ogrom dobrej zabawy. Scenariusz na intrygujący film przygodowy? Nie. To tylko gra miejska. Ale za to niebanalna, z pomysłem, świetnie zorganizowana. To była dopiero prawdziwa FRAJDA nad morzem. 

 

 

Kilkanaście dni temu przemknęła mi gdzieś na FB informacja o planowanej grze miejskiej z okazji 90 urodzin Gdyni pod hasłem Kapsuła Czasu. To był moment. Pomyślałam: Czemu nie? Odkąd wróciliśmy z wakacyjnej podróży wpadliśmy od razu w taki wir pracy i obowiązków szkolnych, że warto byłoby znów zrobić razem coś szalonego. W piątkę. Niewiele się zastanawiając zapisałam nas, a jako nazwę drużyny podałam: Frajdowicze znad morza

 

Nadszedł wyczekiwany weekend.Od pierwszych chwil mijał bardzo aktywnie. W piątek spontanicznie umówiona rozgrywka tenisowa i inne zajęcia sportowe,  w sobotę gdyński Dzień Rodzeństwa. Dni pełne wrażeń. Obawiałam się czy nie będzie to zbyt wyczerpujące dla naszej najmłodszej, pawie czteroletniej Smerfetki.  W niedzielę, tuż po śniadaniu, zapakowaliśmy niewielki plecak kanapkami oraz płaszczami przeciwdeszczowymi i ruszyliśmy do gdyńskiego Śródmieścia. Ciekawość nas zżerała.  Braliśmy już udział w tego typu aktywnościach, zastanawialiśmy się więc jakie emocje czekają nas tym razem. O  11.20 stawiliśmy się w restauracji Jedz Pij Tańcz. Tam odebraliśmy pakiet startowy. Organizatorzy przywitali nas tak serdecznie, że dalej mogło być już tylko lepiej. I było. Zaskakująco dobrze, bo takich atrakcji się kompletnie nie spodziewaliśmy. 

  

Liczył się czas, zadania i dobre odpowiedzi na pytania. Ważny był zatem dobry start. I plan na resztę trasy. Aleją Topolową pędem ruszyliśmy na plażę. Tam za pomocą wykrywacza metali i plastikowej łopatki wykopaliśmy naszą osobistą frajdową kapsułę czasu, która w środku zawierała kolejne wskazówki. Szybkie rozeznanie i już mieliśmy plan jak przejść trasę. Wyglądała ona następująco: Teatr Muzyczny, Kamienna Góra, restauracja Ring na Molo Południowym, Błyskawica, Sea Towers, Hale Targowe, Sąd Rejonowy, Dworzec Gdynia Główna oraz Gdynia InfoBox. O tym, że czekają tam na nas zadania doskonale wiedzieliśmy. Ale że zatańczę na jednej ze scen teatru Muzycznego to mi się nawet nie przyśniło. Tak wyglądał sam początek. W dalszej części każdy z nas mógł wykazać się w swojej dziedzinie. Smerfetki zaśpiewały przy pianinie, posadziły krzewy: różę i poziomkę, złowiły rybki w Morzu Północnym, rzuciły gałką bosmańską, z moją pomocą ułożyły wielką pluszową krowę, z pomocą Taty zagrały w pokera i zbudowały nowe tory kolejowe z drewnianych klocków, a na koniec starsze pomogły najmłodszej zrobić piękną koronę. Nasz dzielny kapitan podjął się zadań matematycznych, a ja odpowiadałam na pozostałe pytania. Wspólnie próbowaliśmy rozgryźć hasło zapisane alfabetem Morse'a. Coś nam jednak nie szło, jakby coś nie tak było zapisane. Straciliśmy do tego cierpliwość. Doskonałą pamiątką natomiast jest z pewnością nasze zdjęcie w kolorowych perukach wykonane na którymś, nie pamiętam już dokładnie którym, piętrze Sea Towers. Gdy dotarliśmy do mety czuliśmy się niezwykle usatysfakcjonowani. Frajda naprawdę była ogromna. I o to właśnie chodziło. Miłe było także oficjalne zakończenie w Muzeum Emigracji. 

 

Najmłodsza Smerfetka była dzielna, dała radę wędrować z nami po Gdyni, choć obawiałam się o jej siły. Nam wszystkim towarzyszyła ekscytacja, adrenalina i dobry humor. Jedyne czego zabrakło to kanapek. Zbyt mało ich zabraliśmy. Poratowały nas batoniki zakupione gdzieś po drodze. mamy nauczkę na przyszłośc. Zdecydowanie zabrać większy plecak i wypełnić go po brzegi. 

 

Pytania nie były łatwe i mocno odbiegały od tych, z którymi zwykle spotykałam się w grach miejskich. Dziś, gdy czytam jakie powinny być na nie prawidłowe odpowiedzi uśmiecham się. Różnie zostały one przez nas zinterpretowane. Na przykład w Gdynia InfoBox znajdowało się pudełko z niewielkim otworem i zawieszoną w środku kurzą stopą. Pytanie brzmiało: Co to jest i z jakim gdyńskim budynkiem Ci się kojarzy? Zbyt dużo chyba czytamy bajek i chodzimy z głową w chmurach. Jak kojarzy to kojarzy. Przecież Domek Abrahama czy Domek Żeromskiego to takie, które spokojnie mógłby stanąć na takiej kurzej stópce, kontrastując z gdyńskim modernizmem. Czyż nie? Nikt z nas nie wpadł na to, że chodzi o mały budynek na filarze nieopodal Akwarium Gdyńskiego, od 2003 Bałtycki Punkt Informacji Turystycznej, wcześniej strażnica Wojsk Ochrony Pogranicza

 

Brawa dla organizatorów, dla Małej Agencji Kulturalnej, brawa dla barwnych, świetnie odgrywających swoje role i cudownie przebranych animatorów. Jak widać niemożliwe nie istnieje. Oby więcej takich wydarzeń. 

 

Jesteśmy zachwyceni. Bardzo dziękujemy! <3

 

 

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Stolica Polski
Nie dodano żadnego komentarza