Podróż za 2 uśmiechy

Dom Uphagena i Ośrodek Kultury Morskiej, czyli Droga Królewska i okolice obowiązkowe na naszej liście wakacyjnych wypraw

Dom Uphagena i Ośrodek Kultury Morskiej, czyli Droga Królewska i okolice obowiązkowe na naszej liście wakacyjnych wypraw

Ten post spędzał mi sen z powiek. Tę wycieczkę odbyłyśmy już ponad trzy tygodnie temu. Jednak tak bardzo zależało mi, aby go napisać, aby Was zainspirować do zwiedzania trójmiejskich muzeów z dziećmi, że z tego pisania nic nie wychodziło. Czasem im bardziej się czegoś chce, tym gorszy efekt. Eeechhh. Treść zmieniałam już kilka razy, kreśliłam, pisałam od nowa. A wszystko po to by było lekko, bezpretensjonalnie, realnie i przekonująco. Mam nadzieję, że tym razem mi się to uda. Smile


Uwielbiamy wypady do Gdańska, choć to już jest większa eskapada. Autobus, kolejka SKM, krótki spacer piechotą, by po jakiejś 1,5 godzinie być na miejscu. Dla niektórych wydaje się to może nieosiągalne, męczące czy trudne. Zachęcam jednak do odbycia takiej wycieczki, gdyż w rzeczywistości jest świetnie. Jest pięknie! Podróż mija szybko, po drodze wiele można zobaczyć, spotkać miłych ludzi, spacer to pestka, a w nagrodę zabytkowe kamieniczki, lody, cukierki, Panienka z okienka, Neptun, Motława, statki! Cudnie!


Zacznijmy jednak od początku. Pewnego ciepłego dnia z samego rana spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy: ubrania na zmianę dla najmłodszej, pieluchy, mleko, obiadek, wodę mineralną, kanapki i słodką przekąskę dla starszych. Wraz z moją koleżanką i jej 6 – letnią córeczką o godzinie 9.30 wyruszyłyśmy z Dąbrowy Centrum autobusem linii 181 do Sopotu. By dojechać z Dąbrowy do stacji SKM można udać się także do Gdyni - Redłowa, jest to właściwie podobna odległość. My wolimy jednak jechać do Sopotu z dwóch powodów: po pierwsze uwielbiamy trasę tego autobusu serpentynami przez las, a po drugie bilety z Sopotu do Gdańska Głównego są tańsze niż z Redłowa. Po zakupieniu biletów autobusowych w kiosku (cena: 3 zł normalny, 1,50 zł ulgowy, dzieci do lat 4 nie płacą, na trasie linii 181 nie płaci się dodatkowo za przekraczanie strefy). Około godziny 10.00 wysiadłyśmy na przystanku Sopot PKP – Niepodległości i udałyśmy się w kierunku kas biletowych, które znajdują się po drugiej stronie torów, od ulicy Tadeusza Kościuszki (można też kupić bilety w automatach znajdujących się na peronie). Bilet rodzinny na jedną osobę dorosłą i trójkę dzieci w wieku 6 miesięcy, 6 i 7 lat kosztował mnie 7 zł i 33 grosze. Po skasowaniu biletów wjechałyśmy windą na peron stacji Sopot Główny. Po kilku minutach nadjechała kolejka SKM. Tym środkiem transportu podróżuje się z wózkiem nieco trudniej niż autobusem, chodzi głównie o wsiadanie i wysiadanie. Przestrzeń między drzwiami, a brzegiem peronu jest zwykle dość duża. Gdy ma się duży, głęboki wózek, nie jest łatwo wprowadzić go samemu, zwłaszcza gdy ma się jeszcze pod opieką chodzące, ale jeszcze małe dziecko. Warto poprosić wtedy o pomoc i najlepiej zrobić to odpowiednio wcześniej. Gdy z takim właśnie podróżowałam to jeszcze zanim przyjeżdżała kolejka upatrywałam sobie sensowną osobę (zwykle był to rozsądnie wyglądający, silny mężczyzna) i prosiłam o pomoc przy wprowadzaniu wózka. Wiecie, z proszeniem w takiej sytuacji o pomoc jest tak jak w przypadku wypadku i udzielania komuś pierwszej pomocy. Gdy mówimy „niech ktoś zadzwoni po pogotowie” to nikt nie zadzwoni. Gdy wskażemy konkretną osobę zaraz pogotowie nadjedzie. Smile


I tak z wybraną przeze mnie osobą na spokojnie ustalałam szczegóły tej „akcji” (każdy wózek jest inny, wiele osób pyta gdzie i za co złapać). Dziecko w wózku kładłam i dobrze zapinałam w szelki. To ważne by wsiadając maluch się nie kręcił. Tak przygotowana „operacja” zawsze była zakończona sukcesem. Teraz po mieście podróżuję już składaną spacerówką, taką każda mama jest w stanie sama wnieść do SKM-ki.


Tak też było i tym razem, z powodzeniem sama wniosłam wózek, choć i tak trzeba bardzo uważać na schodach (uwaga mamy! zbyt wąska spódniczka może być małą przeszkodą Smile ). Udało się nam wszystkim wygodnie usiąść, rozpoczęłyśmy podróż. SKM - ka jest dla nas większą atrakcją, niż autobus, gdyż jeździmy nią rzadziej. Nowe widoki, zgadywanie nazw stacji, przyglądanie się współpasażerom i nim się obejrzałyśmy po 20 minutach zajechałyśmy do Gdańska Głównego.

Gdyńska komunikacja miejskaGdyńska komunikacja miejska

Kolejka SKM

Stacja Sopot

W kolejce SKM

W kolejce SKM

W kolejce SKM

Była godzina mniej więcej 10.30. Ulicami Podwale Grodzkie i Wały Jagielońskie udałyśmy się w kierunku Głównego Miasta ( uwaga! w Gdańsku nie ma „starówki”, jest Główne Miasto, Stare Miasto i inne części. Od roku się tak mądrzę, wcześniej nie miałam o tym zielonego pojęcia, ale skoro wiem, to się z Wami dzielę tą wiedzą. Zwróćcie na to uwagę, gdy będziecie na ulicy Długiej, Mariackiej czy Św. Ducha. Warto znać lepiej miejsce swojego zamieszkania Smile ). By droga była ciekawsza, zatrzymując się przy Nowym Ratuszu pokazałam dzieciom herb miasta. Wymyśliłyśmy sobie zabawę konkurs – kto podczas całej naszej wycieczki znajdzie więcej herbów? Dzieciaki były podekscytowane, więc tym chętniej ruszyły dalej.

Herb Gdańska


Dotarłyśmy do Bramy Wyżynnej, bogato zdobionej. Ciekawe herby przykuły uwagę dzieci, wielka radość nastała gdy znalazły kolejny herb Gdańska. To tu zaczyna się Trakt Królewski, na który za chwilę się udałyśmy. Mijając Katownię i Wieżę Więzienną czyli Zespół Przedbramia (obecnie znajduję się tu Muzeum Bursztynu), kierując się do Złotej Bramy weszłyśmy na ulicę Długą, gdzie zaraz nakarmiłam najmłodszą smerfetkę naszej wyprawy.

 Brama Wyżynna

Muzeum Bursztynu

Jaki mam sposób na zwiedzanie Gdańska i gdańskich muzeów z dziećmi?


To właśnie tą drogą dawniej do miasta wjeżdżali królowie, stąd prawdopodobnie nazwa Droga Królewska. Gdy dzieci o tym słyszą robi to na nich wielkie wrażenie, inaczej patrzą na otaczającą ich rzeczywistość wyobrażając sobie króla, czy królową z koroną na głowie, wielkim berłem, w złotej karecie, dokładnie jak na kolorowych ilustracjach z ulubionych baśni i bajek. Zaraz pytają czy to tu chodziły księżniczki w pięknych sukniach, rycerze, królewicze itd. Ja na to przytakuję i współtworzę z nimi wymyślone historie z cyklu „a może była tu jakaś o pięknym imieniu Anna czy inna, może miała niezwykłe przygody?”. Teraz, po kursie na przewodnika miejskiego wiem o wiele więcej, ten dialog jest trochę inny, ale gdy moja wiedza była dużo mniejsza zawsze wchodząc na ulicę Długą opowiadałam dzieciakom, że tu przebywali królowie i z pewnością jakieś piękne księżniczki. To niezwykle pobudzało ich wyobraźnię. I tak czując się iście po królewsku przez kolejne lata odkrywałyśmy nowe nieznane nam dotąd zakątki tego miejsca. W ten sposób naszymi ulubionymi stały się Dom Uphagena, Muzeum Bursztynu, czy Dwór Artusa. Chodziłyśmy po tych muzeach, a ja wciąż ze słowami na ustach: „tu przebywali wielcy tego miasta” nakręcałam dziewczyny, by myślami przenosiły się w inny świat. Okazywało się, że takie miejsca zachwycają, inspirują, pobudzają zmysły. I nie przeszkadzało im to, że niczego nie można dotknąć, trzeba zachowywać się raczej cicho. Miejsca te same wyzwalają takie zachowania. Ważne jest, by w tych chwilach bardzo skupić się na dziecku, przykucnąć, spojrzeć w oczy i opowiadać. Znacie swoje dzieci, więc wiecie jakich bohaterów lubią. Gdy dzieci są małe w każdym muzeum można nawiązać do ulubionego bohatera, wymyślać historie takie, aby tylko malec oglądał, zachwycał się, był ciekawy. Jeśli z trudem przychodzi Wam wymyślanie historyjek, planując taką wycieczkę przygotujcie się troszkę, poszperajcie w książkach czy Internecie o miejscu, które zamierzacie odwiedzić. Coś na pewno Was zainspiruje.

Wymyślone księżniczki

A jak to się zaczęło? Pewnego dnia, dokładnie pięć lat temu, gdy starsza córa miała trochę ponad dwa lata, a młodsza kilka miesięcy i siedziała jeszcze w wózku odbyłam z nimi zwyczajny spacer do Gdańska. Na lody, na gofry, popatrzeć, pospacerować. Przechodziłyśmy obok kościoła Mariackiego i starsza córcia powiedziała, że chce tam wejść. Pamiętam jej zachwyt, rozbiegane oczy. Dziwiłam się, że tak się zachowuje, a jest taka mała. Od tamtej pory nie ominęła żadnego starego kościoła, a ja również lubiąc taką formę spędzania wolnego czasu chętnie jej wtórowałam. Z czasem pytała coraz więcej o kamieniczki, o kolejne zabytki. Młodsza nie miała wyjścia, chodziła z nami. Ja uczyłam się z nimi rozmawiać w takich miejscach, opowiadać o starych dziejach,one uczyły się słuchać, oglądać i zachwycać. Nawzajem się inspirowałyśmy.


Gdy dziewczynki przestawały być skupione, kłóciły się, albo gdy wkradała się nuda ja zawsze w tym momencie robiłam głośny, głęboki wdech „zachwytu”, następnie wstrzymywałam powietrze i za kilka sekund, wpatrzona gdzieś w sufit, obraz, witrynę czy cokolwiek innego wypowiadałam głośne „ ale pięknie!” lub „ale piękne!”. Działało! I wciąż działa! Zaraz same się rozglądały, podziwiały, zachwycały, bo przecież tu bywały kiedyś księżniczki, królowie czy rycerze. Z tym wiążą się wesołe historyjki. Kiedyś, gdy weszłyśmy do kościoła Mariackiego (stare kościoły nie są nam obojętne), ledwo przekroczyłyśmy próg, a moja średnia córa (wówczas 3,5 letnia) powiedziała: „ach , jak tu pięknie, nawet jest Kubuś Puchatek!”. Ja i starsza córa zdziwione rozejrzałyśmy się dookoła, zadarłyśmy nosy do góry i cóż zobaczyłyśmy? Balon wypełniony helem z wizerunkiem właśnie samego Kubusia Puchatka. Ileż było śmiechu!


Cel uświęca środki! Dla mnie ważne było zawsze, by widziały ten inny świat, by obcowały ze sztuką. A tej w Gdańsku jest całkiem sporo! Do tego ciekawe zakamarki, tajne przejścia, liczne schody proste i kręcone, wieże, wieżyczki, tunele, stare mury! Polecamy Muzeum Bursztynu, Dom Uphagena, Ratusz i ratuszową wieżę, Dwór Artusa. Tam spotkacie wiele niespodzianek. Czasem trzeba też szybko odpowiednio reagować. Któregoś dnia odwiedziłyśmy po raz pierwszy Katownię i Wieżę Więzienną z pięknymi okazami jantarów. Nie wiedziałyśmy co jest dalej udostępnione do zwiedzania. Okazało się, że nagle znalazłyśmy się w sali ze średniowiecznymi akcesoriami używanymi do torturowania. Dzieci w wieku 4 i 2,5 zaczęły pytać co i jak, na co ja odpowiedziałam jednym krótkim zdaniem: „Właśnie znajdujemy się w dawnej siłowni Smile”.

Nad Motławą jest już nieco inaczej. Statki i małe i duże, różne, różniste. Tam opowiadamy sobie o żeglarzach, wspominam bajki znane z dzieciństwa, dziewczyny marzą o rejsach. Żuraw robi ogromne wrażenie. Byliście w środku? Spróbujcie! Nie lada gratka zwłaszcza dla małych chłopców. I wreszcie niedawno otwarty oddział Centralnego Muzeum Morskiego – Ośrodek Kultury Morskiej. Dokładniej o tym już za chwilę.

Wizyty w muzeach przeplatamy lodami, goframi, skakaniem na dmuchanych zamkach,balonami, odwiedzinami w Manufakturze Słodyczy, czy zwyczajnym odpoczynkiem na ławce i oglądaniem gwarnego życia na ulicach.

Balony przy Złotej Bramie
Po takich wizytach często proszę dziewczyny, by narysowały to co pamiętają z wycieczki. Efekty są oszałamiające! Smile

Nie lubię takiego zuepłnie bezmyślnego podróżowania. Zależy mi, aby dzieciaki zapamiętały choć parę nazw czy to miasta, które odwiedzają, czy gór, rzek, jezior. Dobrze jak dane miejsce kojarzą też z muzeami, zwyczajami mieszkańców, używanymi językami (w przypadku wyjazdów za granicę) albo choćby atrakcjami typu trampolina, karuzela, czy pływanie na mini pontonach. Ważne by pamiętały, gdzie były. Wówczas  w domu robimy quiz. Ja zadaję im pytania, dziewczyny odpowiadają. Uwielbiają to. Dla tych co wygrywają znając odpowiedź na więcej pytań są nagrody. W tych małych główkach zawsze coś zostaje. Smile Więcej niż Wam się wydaje.

 

Spróbujcie, a z pewnością Wam się uda! Trzymam kciuki! Powodzenia! Smile I nie bójcie się jechać sami z dziećmi na taką wycieczkę, dzięki temu będziecie na sobie skupieni, co ułatwi zwiedzanie.


Nasza wycieczka

 

Złota Brama
Na Długiej cudne kamieniczki, należące kiedyś do najbogatszych i znaczących mieszkańców Gdańska. Jednym z nich był Jan Uphagen – miejski rajca i ławnik. Przede wszystkim jednak znany był z tego , że kochał książki. Podobno miał ich od 12 do 14 tysięcy (różnie podają różne źródła). Przy Długiej 12 znajduje się jego dom - fantastycznie urządzony. Z tych wnętrz mieszczańskich utworzono muzeum , jeyne w Polsce i jedno z niewielu takich w Europie. Jest i herbaciarnia, i salon, i duża i mała jadalnia. Bardzo ciekawe są 3 pokoje znajdujące się pomiędzy nimi. Długie, wąskie, każdy o innym przeznaczeniu. A na dole kuchnia z niespodzianką: popędźcie tam, bo ktoś coś dla Was ugotował! Smile


Odwiedziłyśmy Dom Uphagena po raz kolejny i po raz kolejny byłyśmy zachwycone. Nasze koleżanki były pierwszy raz i podzieliły naszą opinię. Wpisaliśmy się do księgi gości, obejrzałyśmy ciekawą wystawę czasową o czterech historycznych parkach kuracyjnych Gdańska i nauczyłam dzieci nowgo słowa: bibliofil (często uczymy się podzcas podróży trudnych, śmiesznych albo ciekawych słów). Po wizycie w muzeum przyszedł czas na lody. Smile

Dom Uphagena

Dom Uphagena

Dom Uphagena

Wpis do księgi pamiątkowej

Dom Uphagena

Dom Uphagena

Dom Uphagena

Dom Uphagena

Dom Uphagena
Szczegóły cen biletów, krótki opis muzeum znajdziecie na stronie:
http://www.mhmg.gda.pl/oddzial/4/dom-uphagena


przy czym ważne jest to, że dzieci do 7 lat nie płacą za wstęp. Dodatkowo w kasie możecie nabyć ciekawe pozycje książkowe, wśród nich informacje o Muzeach Historycznego Miasta Gdańska w pigułce z mnóstwem szczegółów, których nie znajdziecie w Internecie!. Koszt około 10 zł. Polecam! Pytajcie też pracowników muzeum o ciekawostki, przemiłe panie wiedzą naprawdę wiele i chętnie dzielą się swoją wiedzą.

Informatory


Podpowiem Wam jaką zabawę możecie zrobić dla dzieci, by zwiedzanie było jeszcze bardziej emocjonujące. Jan Uphagen, jak już wyżej wspomniałam, był bibliofilem. Przez kilkanaście lat sam urządzał swoją kamienicę, dzięki temu dopracowana jest w najmniejszych szczegółach. Ciekawostką jest to, że w każdym pomieszczeniu na niskich boazeriach z płycinami (mówiąc prościej na ścianach tuż ponad podłogą) znajdują się namalowane przedstawienia (obrazki). Inspiracją dla Jana były ryciny z posiadanych książek. Pobawcie się w odgadywanie, z których to książek zaczerpnięte zostały pomysły ( podróżniczych, przyrodniczych czy może  innych).


Zjadłyśmy lody, zbliżała się godzina 13.00. O tej porze w Nowym Domu Ławy na Długim Targu, kamienicy tuż przy Fontannie Neptuna pojawia się w okienku słynna Panienka z okienka. Zobaczyć ją można również o 15.00 i 17.00. Wielka atrakcja.

Panienka z okienka

Panienka z okienka
Pospacerowałyśmy po Długim Targu, było bardzo ciepło, dzieci zaczęły być trochę zmęczone słońcem. Przekraczając Zieloną Bramę udałyśmy się na lewo, wzdłuż Motławy Długim Pobrzeżem do niedawno otwartego nowego oddziału Centralnego Muzeum Morskiego – Ośrodka Kultury Morskiej. Znajduje się on przy ulicy Tokarskiej, ale wejście znajduje się także od strony Motławy.

Po zakupieniu biletów udałyśmy się na zwiedzanie. Czekały na nas 2 wystawy stałe i jedna czasowa, każda na innym piętrze. My najbardziej byłyśmy zainteresowane interaktywną wystawą stałą : „Ludzie, statki, porty”. Jednak na tę wystawę zwiedzający wpuszczani są o pełnych godzinach, a że byłyśmy 20 minut przed 14.00, najpierw zobaczyłyśmy dwie pozostałe.
Wizyta w tym muzeum jest zaliczona i to do bardzo udanych! Ile wrażeń, emocji, zabawy, nowych doświadczeń i zapachów! Obejrzałyśmy przeróżne łodzie z całego świata, poczułyśmy zapachy z wraków, widziałyśmy skarby wydobyte z dna morza, ale największą radość sprawiła zabawa w pracownika portu, załadunki statków, sterowanie łodzią, ubieranie strojów marynarskich, wchodzenie na pokład statku czy wywoływanie tsunami! To wszystko w jednym miejscu. Ależ zachwyt!
Muzeum jest okazałe, dobrze urządzone. Z niemowlakiem w wózku po piętrach przemieszczałam się windą. Na każdym poziomie znajduje się toaleta, są też przewijaki. Małą nakarmiłam podczas zabawy starszych córek na interaktywnej wystawie, miła obsługa nie miała nic przeciwko, można było ulokować się w każdym miejscu. Zapraszam do galerii zdjęć.


Szczegóły, czyli ceny, opisy wystaw, mapę dojazdu znajdziecie pod tym adresem:
http://www.cmm.pl/osrodek-kultury-morskiej

Dzieci do 7 lat nie płacą za wstęp.


Niezwykle zadowolone ulicą Mariacką udałyśmy się w stronę kolejki SKM. Po drodze odwiedziłyśmy słynną Fontannę Czterech Kwartałów (symbolizującą historyczne cztery kwartały Gdańska: Szeroki, Wysoki, Rybacki i Kogi) znajdującą się przy ulicy Grobla I.
Kolejką SKM i autobusem linii 181 około godziny 17.30 wróciłyśmy do domu. Dzieci będąc zmęczone ucięły sobie krótką drzemkę w autobusie. To wystarczyło, by się zregenerować i po zjedzeniu obiadu zawołać , że chcą na rolki. I cóż było robić? Skatepark też tego dnia został zaliczony. Smile

Ulica Mariacka

Znalezione skarby

Ulica Mariacka

Fontanna Czterech Kwartałów


Bawcie się świetnie! Smile

 

P.s. Współautorem zdjęć z tej wycieczki jest moja koleżanka, pani fotograf zajmująca się fotografią rodzinną. Zajrzyjcie na stronę:

http://www.agnieszkadarska.pl/

 

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Stolica Polski
Dodany przez: Frajda nad morzem
Data dodania: 2017-10-13
Olu, te piękne lalki zakupiłam kiedyś na Jarmarku Dominikańskim. :-)
Dodany przez: Frajda nad morzem
Data dodania: 2017-10-13
Haniu, dziękuję. :-)
Dodany przez: Ola
Data dodania: 2017-08-02
A ja mam pytanie co do tych pięknych lalek Jana Uphagena i niewiasty - skąd takie macie? :)
Dodany przez: Hania S.
Data dodania: 2017-05-31
Jeśli się tak mądrze wychowuje dzieci, pobudzając ich wybraźnię,objaśniając otaczający świat,poświęcając im mnóstwo uwagi i serca,należy się spodziewać,iż będą do życia odpowiednio przygotowane, a i więź z rodzicami/matką/,nie ulegnie rozluźnieniu w miarę upływu lat.. Gratuluję!