Podróż za 2 uśmiechy

DO AUSTRII PRZEZ LAS SHERWOOD

DO AUSTRII PRZEZ LAS SHERWOOD

 

 

Zapadła decyzja. Ruszamy do Austrii. Samochodem. Cztery pełne dni w Wiedniu, osiem dni na farmie we Frankenburgu, parę dni w Krakowie i kolejnych kilka na Warmii, by po trzech tygodniach zjechać do Trójmiasta. Taki mieliśmy plan. A że po raz pierwszy zapragnęliśmy zwiedzanie połączyć z aktywnym wypoczynkiem na rowerach, uśmiechnięci, zapakowani po sam sufit, na początku sierpnia 2015 ruszyliśmy: do Wiednia prosto przez „las Sherwood”.

  

Do Wiednia z Gdyni jest ok 940 km. To przy dobrych wiatrach, najlepiej wypoczętych dwóch zmieniających się kierowcach około 10 godzin jazdy samochodem. A że kierowca był tylko jeden, a na pokładzie dodatkowo trójka dzieci, postanowiliśmy podzielić tę drogę i gdzieś przenocować, a właściwie nawet zatrzymać się na chwilę dłużej. Gdzie? Dzień przed wyjazdem dosłownie zamknęliśmy oczy i jeżdżąc palcem po mapie wypadło na niewielką miejscowość/wieś zupełnie tuż za granicą Polski z Czechami: Šilheřovice - położone na terenie Wzgórza Hulczyńskiego, w jego wschodniej części. Znaleźliśmy miły hotel w przystępnej cenie. Dodatkowo urzekło nas zdjęcie wypoczynkowej sali dla gości, która jakoby miała nas wprowadzić w odpowiedni nastrój przed „spotkaniem z Habsburgami”. No i ta intrygująca nazwa…. Hotel Golf u Św. Jana

Golf Hotel

 

Nie wiedząc jednak nic więcej o miejscu zajechaliśmy tam około 17.00. Już sam budynek bardzo przypadł nam do gustu. Okazało się, że to miejsce z historią (a ja przecież takie uwielbiam :-)). Zaraz też posypała się cała lawina miłych wrażeń. Serdecznie przywitał nas właściciel. Sala wypoczynkowa na żywo wyglądała dużo lepiej niż na internetowej fotografii. Pozytywnie zaskoczyły nas też pokoje: duże, przestronne, czyste i gustownie urządzone.  Zostawiliśmy bagaże, odświeżyliśmy się i wyszliśmy na zewnątrz. Okolica na pierwszy rzut oka wydawała się dość ładna, ale przede wszystkim niezwykle spokojna. Słońce chyliło się ku zachodowi dając przepiękne, pomarańczowoczerwone światło. Postanowiliśmy udać się na spacer i, jak się za chwilę okazało, był to jeden z najpiękniejszych spacerów w moim życiu. Najpierw minęliśmy figurkę św. Jana Nepomucena. Pewnie nieprzypadkowo znajdowała się ona w tym miejscu. Św. Jan to m.in. patron dobrej spowiedzi, spowiedników, tonących i mostów, a także orędownik podczas powodzi. Hotel znajdował się z jednej strony tuż przy głównej drodze przejazdowej, z drugiej tuż przy niewielkim moście nad Šilheřovickim potokiem. Przeszliśmy przez ten most i udaliśmy się w stronę parku. Wędrując lasem dotarliśmy do …zamku. Nie mieliśmy właściwie pojęcia, że jest to zamek. Był to okazały, piękny budynek. Mieściła się przy nim informacja o polu golfowym. Dalej droga wiodła na wspomniane 18-dołkowe pole golfowe. Zupełnie nieogrodzone, jakby dzikie, wśród drzew i łąk. Wędrowaliśmy dalej mijając coraz to bardziej zachwycające drzewa, łapiąc ostatnie mieniące się promienie słońca przemykające pomiędzy nimi, mijając gdzieniegdzie osoby targające na plecach kije do golfa i próbujące swoich sił w zdobywaniu kolejnych dołków. Byliśmy oczarowani. Nie wiem dlaczego, ale ja i mąż zgodnie poczuliśmy się trochę jak na planie serialu Robin Hood. To ta cudowna, otaczająca przyroda  tak nas zaczarowała. Piękna! Kiedy myślałam, że już nic więcej nie może mnie zachwycić nagle zobaczyłam niewielki domek niczym chatka Baby Jagi z bajki o Jasiu i Małgosi. Brakowało tylko pierników. Ale to nic. Domek otaczały rzeźby i inne prace być może lokalnych artystów. Nad wejściem do domku znajdowała się piękna płaskorzeźba, a takie cudeńka to ja uwielbiam. Zrobiliśmy pieszo wielkie koło, ciesząc oczy otaczającą naturą. I wtedy, na zakończenie spaceru ujrzeliśmy wcześniej wspomniany przeze mnie budynek od drugiej strony. Prezentował się imponująco. Co to za miejsce na ziemi? Taka sobie niewielka miejscowość, a taka urokliwa. Dziś wiem, że wieś Šilheřovice powstała około połowy XIII wieku i była otoczona gęstymi lasami. Znajduje się tutaj zamek należący wcześniej do rodziny Rothschildów, jednej z najbogatszych rodzin na świecie, który został wybudowany w latach 1787-1815. Stoi wśród 98. hektarowego angielskiego parku. Stąd ten Robin Hood! Wink W parku oprócz pola golfowego znajdują się także dwa rezerwaty przyrody Czarny Las I i Czarny Las II. 

W hotelu...

Historia budynku hotelu

Na terenie hoteluŚw. Jan Nepomucen

Przez park

Przy parku

Zamek

Przy zamku

Przez park

Przez park

Przez park

Przez park

Na polu golfowymNa polu golfowymNa polu golfowymNa polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Na polu golfowym

Taka niespodzianka przy polu golfowym

Tuż obok domku

Zamek

Zamek

Następnego dnia o poranku obudziło nas pianie kogutów. Zjedliśmy śniadanie i zaplanowaliśmy sobie krótką wycieczkę do Ostrawy. Jako że było niemożliwie gorąco wycieczka okazała się jeszcze krótsza niż planowaliśmy. Dobrze nam było w Šilheřovicach. Chcieliśmy tam wrócić jak najszybciej. Po południu,kiedy temperatura trochę spadła wybraliśmy się na przejażdżkę rowerową. I tu ta niewielka miejscowość znów nas zaskoczyła. Okazało się, że w okolicy znajduje się wyasfaltowana, wygodna, długa ścieżka dla jednośladów, prowadząca przez fantastyczne krajobrazy. Zresztą ścieżek rowerowych jest tam dużo więcej niż tylko jedna. Zdradzę Wam, że właściwie przez cały nasz trzytygodniowy wyjazd jedynie tam nasza rowerowa wyprawa była w pełni udana i zadowalająca wszystkich członków rodziny. 

Na rower...

To jednak wciąż nie był koniec pozytywnych wrażeń. W hotelu było niewielu gości. Cisza, spokój pozwalały wypocząć i … zrobić sobie kameralny, nastrojowy wieczór w sali z kominkiem. Zamówiliśmy więc waniliową Coca - Colę (na wakacjach można Smile), nowy smak, który zapamiętam  na długo i rozprawialiśmy sobie o życiu, słonych paluszkach i Habsburgach. Przed wyjazdem naczytałam się już trochę na ten temat i w końcu był czas na to, by podzielić się zdobytą wiedzą z najbliższymi. Słuchali mnie uważnie. I było nam tak wesoło i miło. Jedynie rozpraszał nas trochę portret znajdujący się nad kominkiem. Rozpraszał i intrygował jednocześnie. Kim był sportretowany mężczyzna? Zapytaliśmy. Okazało się że był to nie kto inny jak członek obmawianego rodu. Rudolf II Habsburg.

Kameralny wieczór

Kameralny wieczór

Rudolf II

Gdy wszyscy poszli spać mnie zżerała ciekawość. Za mało mi było informacji w moich książkach, więc jeden raz podczas wyjazdu skorzystałam z tabletowo-internetowej pomocy. Czasem się przydaje Wink. Wciągnęłam się jak nigdy dotąd. Aż dostałam wypieków. Ileż odkryłam fascynujących historii, także mrożących krew w żyłach. O miłościach, władzy, intrygach, zazdrości, kochankach, nieszczęśliwych kobietach, lękach, obłędzie i nieudanych próbach morderstwa, kochających, oddanych mężach, chorobach i jeszcze kilku innych. I pomyśleć, że to był wciąż dopiero początek wrażeń...

 

Komentarze:
Dodaj swój komentarz
Nick / Imię
Treść komentarza
Stolica Polski
Nie dodano żadnego komentarza